• 444

    Witaj na stronie Festiwalu Czesława Miłosza we Wrocławiu, który odbył się w dniach 11-15 maja 2011 roku. Dyrektorem programowym był Irek Grin. Organizatorem Festiwalu było Wydawnictwo EMG.
  • Sesja naukowa PO MIŁOSZU

    Festiwal Czesława Miłosza we Wrocławiu dobiegł końca, ale sesja naukowa PO MIŁOSZU dopiero przed nami. Odbędzie się w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego w dniach 25-27 maja.

    W zakładce Sesja Naukowa właśnie pojawił się program sesji i harmonogram wystąpień. Wśród prelegentów:
    prof. Aleksander Fiut, dr Dorota Kozicka, prof. Tomasz Mizerkiewicz, dr Jakub Momro, dr Joanna Orska, prof. Piotr Śliwiński, prof. Krzysztof Uniłowski, prof. Joanna Zach i inni.

    Zapraszamy do siedziby Polonistyki przy Placu Biskupa Nankiera 15

    Opublikowano w: Aktualności | Dopisz komentarz

    Festiwal Czesława Miłosza – dzień piąty

    Za nami piąty, ostatni już dzień Festiwalu Czesława Miłosza we Wrocławiu. O 17.00 w Mediatece mogliśmy spotkać się z Ryszardem Krynickim, poetą, tłumaczem i wydawcą, zaliczanym do czołowych twórców Nowej Fali. Spotkanie poprowadziła Agnieszka Wolny-Hamkało, również poetka, krytyczka literacka i publicystka. Ryszard Krynicki, „sól ziemi krakowskiej” (choć dopiero od trzynastu lat, bo przeprowadził się tam w 1998 roku), przyjechał do Wrocławia wyczerpany po krakowskim Festiwalu Czesława Miłosza, rozmowa przebiegała więc spokojnie. Po krótkim przedstawieniu sylwetki poety prowadząca zapytała go o związki z Miłoszem. Krynicki opowiedział o kilku swoich spotkaniach z tym twórcą, przyznał jednak, że nie należał do kręgu jego bliskich znajomych. Jednak, co interesujące, to właśnie Miłosz był pierwszą osobą, która zadzwoniła do poety po przeprowadzce do Krakowa.

    Kolejna część rozmowy dotyczyła głównie języka poetyckiego (poeta i prowadząca rozważali, w jakim stopniu poeci powinni wykorzystywać najnowsze środki wyrazu i wspólnie doszli do wniosku, że wszystko zależy od tego, kto czyta – cała władza leży więc w rękach czytelnika). Krynicki wypowiedział się również na temat wszelkiej maści nagród literackich – stwierdził, że dla niego nie są one żadnym kryterium, a jego sympatia, jakby na przekór, kieruje się raczej w stronę niedocenionych. Zwierzył się także z tego, że napisanie dobrego wiersza jest pewnego rodzaju olśnieniem – nie wywołuje uczuć fizycznych, raczej emocjonalne. Stwierdził ponadto, że jest perypatetykiem i wiele jego wierszy jest wychodzonych, a młodym poetom poradził, by zawsze nosili przy sobie notes i ołówek, by móc łapać pomysły, nim uciekną.

    Kolejne pytania dotyczyły inspiracji, rytuałów i fetyszy autora związanych z pisaniem. Dowiedzieliśmy się więc, że Krynicki zbiera kamienie, a swoich wierszy nie pisze przy biurku w określonych godzinach – najczęściej powstają one w najmniej oczekiwanym miejscu. Przyznał się również, że zdarza mu się mieć dwa egzemplarze tej samej książki – jeden do czytania i jeden w stanie nieskazitelnym. Wszystko dlatego, że poetę boli, gdy idzie do biblioteki i widzi książkę w opłakanym stanie. Traktuje ją bowiem jako nośnik, który tym się różni od innych przedmiotów, że ma duszę. Na zakończenie spotkania Krynicki przeczytał jeden wiersz Miłosza i trochę swojej poezji.

    A o 18.30 w klubie Metropolis rozpoczął się koncert zespołu Świetliki, W skład którego wchodzą Marcin Świetlicki – wokalista i autor tekstów, Grzegorz Dyduch, Tomasz Radziszewski, Artur Gasik oraz Marek Piotrowicz. Główne jego hasło, „Widziałem takie rzeczy w Stanach”, to słowa Czesława Miłosza, będące odpowiedzią na pytanie o wrażenia po wysłuchaniu Świetlików. Koncertu jednak nie będziemy relacjonować – powiemy tylko, że Ci, co nie byli, powinni żałować.

    A po koncercie rozpoczął się slam poetycki „Miłosz” – czyli konkurs utworów inspirowanych w jakiś sposób życiem i/lub twórczością Czesława Miłosza, bądź też z nim polemizujących. Jurorów było dziesięciu – byli nimi członkowie zespołu Świetliki (w liczbie pięciu) oraz pięć dziewcząt z publiczności. Przyznawali oni utworom od 1 do 5 punktów. W konkursie wzięło udział 21 uczestników, którzy wygłosili bardzo różne teksty, od krótkich, jednozdaniowych form po długie wiersze. Pojawiła się nawet coś, co nie było poezją (jednak także nie czymś do jedzenia, jak sugerowała publiczność) – jedna sztuka dramatyczna. Niektórzy komentowali swoje utwory, inni ograniczali się do recytacji. Konkurs zakończył się remisem – pierwsze miejsce zajęli ex equo Bernard Mieczkowski i Dawid Koteja, którzy zdobyli po 45 punktów (na 50 możliwych). Wywołało to pewną konsternację organizatorów, jednak po krótkiej debacie ustalono, że obaj zawodnicy otrzymają w nagrodę – oczywiście oprócz uznania jurorów i publiczności – po 400 złotych (pierwotnie przewidziano 500 złotych za pierwsze miejsce i 300 złotych za drugie). Trzecie miejsce zajął Kamil Zając, który zebrał 40 punktów i otrzymał 200 złotych.

    Serdecznie dziękujemy wszystkim gościom Festiwalu za inspirujące wystąpienia, a uczestnikom za to, że byli z nami. Mamy nadzieję, że jeszcze się zobaczymy!

    Więcej zdjęć w galerii

    spotkanie z Ryszardem Krynickim

    slam poetycki

    Wszystkie relacje z Festiwalu dostępne na kanale Wydawnictwo EMG w serwisie Vimeo

    Opublikowano w: Aktualności | 1 komentarz

    Festiwal Czesława Miłosza – dzień czwarty

    Za nami czwarty, premierowy dzień Festiwalu Czesława Miłosza. O 17.00 w Mediatece mogliśmy uczestniczyć w premierze najnowszego tomu poetyckiego Edwarda Pasewicza Pałacyk Bertolta Brechta. Rozmowę z „poetą, pisarzem, kompozytorem i kurą domową” poprowadzili Joanna Orska (postawa zachęcająca) i Marcin Świetlicki (postawa zniechęcająca), którzy – jako że uczestniczymy w Festiwalu Czesława Miłosza – rozpoczęli od nawiązania do Rodzinnej Europy. Joanna Orska, po przywołaniu cytatu o tożsamości wschodnioeuropejskiej, próbowała podpytać Edwarda Pasewicza o jego tożsamość historyczną, Marcin Świetlicki zapytał natomiast o to, kim Pasewicz jest w sensie Miłoszowskim. Po krótkim oburzeniu głównego bohatera („Dajcie spokój z tym Miłoszem!”) przyznał on jednak, że czuje się Europejczykiem. Nie chciał jednakowoż powiedzieć, które miasto najbardziej lubi, a zapytany o ulubioną drużynę piłkarską, odpowiedział, że ze sportów ekstremalnych najbardziej ceni szachy. Prowadzący chcieli również wyciągnąć od poety informacje na temat jego inspiracji, jednak Pasewicz był silny i się nie dał – powiedział tylko o historii towarzystw tanecznych, na co został poproszony (oczywiście przez Świetlickiego) o zatańczenie do któregoś swojego wiersza. Ponownie wykazał się siłą – odmówił. Kolega po piórze wykazał mu również, że w tomiku tym brakuje wesołych wierszy, nie potrafił jednak stwierdzić, czy to jego wada, czy zaleta. Joanna Orska została nagrodzona brawami za przeczytanie fragmentu wiersza Pasewicza i – z rozpędu – swojego doń komentarza („wszystko skopiowane, nuda”). Duże zainteresowanie Marcina Świetlickiego wzbudził również fakt, że tomik poetycki ma redaktora – chciał się dowiedzieć, czy Pasewicz pozwolił narzucić sobie wizję profesora Jankowicza i czy nie bał się, że Pałacyk Bertolta Brechta zacznie być przez to odczytywany w sposób polityczny. Ponieważ publiczność była zbyt onieśmielona, by zadawać pytania, poeta przeczytał kilka swoich wierszy. Spotkanie zakończyło się smutną refleksją Marcina Świetlickiego, który zauważył, że pierwszy wiersz tomiku rozpoczyna słowo „wiersz”, a ostatni kończy wyraz „tonie”. Wniosek sam się nasuwa.

    O 18.30 rozpoczęła się premiera Wierszy Marcina Świetlickiego, prowadzona przez Stanisława Beresia. Publiczność zjawiła się tłumnie. Panowie dosyć długo dyskutowali o tytule – dlaczego właśnie „Wiersze”, a nie na przykład „Wiersze zebrane”. Poeta wyjaśnił, że jest raczej skromnym człowiekiem, a określenie „zebrane” jest jak krok w stronę przepaści, bo w pewien sposób podsumowuje życie. Nie czytuje swoich wierszy ani nie słucha płyt, bo ma siebie nadmiar na co dzień, ale teraz przeczytał te wiersze (bo sam zredagował tom) i poczuł, że pewien etap został zamknięty. Równocześnie zaczął jednak snuć plany na kolejny.

    Stanisław Bereś zauważył, że myśli zawarte w niektórych wierszach wzajemnie się wykluczają, na co Świetlicki odpowiedział przytomnie, że poeta dyskutuje sam ze sobą i nie można być tak konsekwentnym jak Miłosz. Zapytany, czy zdaje sobie sprawę z tego, że od tomu zbiorowego do festiwalu ku czci jest bardzo blisko, odpowiedział, że uczuli swojego syna na to, by nie sprzeniewierzono jego dzieła w obchodach. Prowadzący próbował również poznać przyczyny wydania Wierszy („zobacz, czytelniku, jak długą drogę przeszedłem” czy raczej „zobacz, czytelniku, jaki od początku byłem rewelacyjny”) – w odpowiedzi usłyszał, że mama Świetlickiego pytała, co wyda w tym roku, więc chciał jej zrobić przyjemność. Dowiedzieliśmy się również, że Wiersze to książka polityczno-społeczna, opisująca czasy od późnego Gierka (pierwszy wiersz pochodzi z 1977 roku) do bezkrólewia (rok 2010).

    Stanisław Bereś – pamiętając, że to Festiwal Czesława Miłosza – zapytał Świetlickiego o jego wiersz dotyczący rozmowy telefonicznej z Miłoszem. Świetlicki przyznał, że mógł on być wyrazem traumy z wcześniejszego wydarzenia, kiedy krzyczał przez gigantofon do stojącego dwa metry obok Miłosza: „To będzie moje miasto!”. Trauma ta nie dotyczyła jednak ani jego, ani autora Rodzinnej Europy - raczej Czesława Illga i Czesława Franaszka. Miłosz bowiem przyjechał do Krakowa odnieść kolejny sukces i tylko to go interesowało. Świetlicki przyznał zresztą, że to miasto (czyli Kraków) tak naprawdę nigdy nie będzie jego, bo gdyby te wiersze przedstawił właśnie tam, a nie we Wrocławiu, przyszło by jedynie kilku poetów i by go wyśmiewali.

    Po długiej i wnikliwej rozmowie poety z prowadzącym z publiczności padło w stronę Świetlickiego kilka ciekawych pytań, między innymi o to, jaki wpływ chciałby wywrzeć na swoich czytelników (piorunujący), czy nie boi się, że zostanie posądzony o wydanie tej książki dla kasy (dla jakiej kasy – sam będzie musiał kupić od wydawcy egzemplarze dla przyjaciół), czy matka była dla niego wsparciem (raczej utrudnieniem – kradła mu rękopisy na pamiątkę) i czy lubi pisać wiersze (lubi). Ogólnie rzecz ujmując, dzisiejsze wydarzenia pozwoliły nam lepiej poznać krakowskich poetów, przynajmniej dwóch.

    Więcej zdjęć w galerii

    Pozostałe wideorelacje z Festiwalu na kanale Wydawnictwo EMG w serwisie Vimeo

    Opublikowano w: Aktualności | Dopisz komentarz